![]() |
||
|
|
||
|
Nestor
Machno
Nota
redakcyjna
Kiedy wybucha
rewolucja, bez względu na to, jaki jest jej charakter, polityczny
czy społeczny (w tym przypadku jest najważniejsze, żeby miały w niej
udział szerokie masy pracujące) i gdy jej przywódcy, czy to w postaci
spójnych grup, czy osób posiadających autorytet w oczach mas, wynoszą
się ponad masy, nie idą razem z nimi, jakby nie dowierzając im, czekają
nie wiadomo na co, albo co gorsza, przedstawiając się jako ich przyjaciele
chcą pokazywać im, jaką drogą mają podążać - wtedy rewolucja przestaje
się rozwijać i nie wprowadza odpowiednich rozwiązań, ponieważ nie
potrafi właściwie ocenić sytuacji i poprawnie sformułować związanych
z nią swoich zadań, które powinna wypełnić na czas. Nie pozwala to
rewolucji wynaleźć odpowiadających chwili i sile wroga środków działalności
społecznej. Schodzi na manowce i ginie pod ciosami tych, przeciwko
którym walczy, albo też zmienia swój kierunek, cofa się po własnych
śladach i kończy tak, jak chcą tego jej wrogowie. Było tak w wielu
rewolucjach, które miały miejsce w naszych czasach w Europie i w Ameryce.
Tak samo było z rewolucją w Hiszpanii. To prawda, że Rewolucja Hiszpańska
różni się od innych współczesnych rewolucji pod wieloma względami.
Nie została wzniecona, jak inne rewolucje, na ulicach miast i wiosek,
zaczęła się natomiast dzięki kartom i urnom wyborczym. W miarę swojego
rozwoju, dzięki działaniom lewicy, wkroczyła na drogę prowadzącą do
wyzwolenia mas pracujących. A jeśli Rewolucja Hiszpańska zakończyła
się mimo wszystko ustanowieniem władzy właścicieli i - tak, jak chcieli
jej wrogowie - tragicznie dla pracujących, dla wielu rewolucjonistów
i dla tego, co próbowali osiągnąć, to odpowiedzialność za to ponoszą
głównie hiszpańskie ugrupowania lewicowe. Ten tragiczny finał walki
o wyzwolenie ludu można przypisać zarówno państwowym socjalistom,
jak i socjalistom anty-autorytarnym, tj. naszym towarzyszom, anarcho-komunistom
i anarcho-syndykalistom. Odpowiedzialność
prawicowych państwowych socjalistów polega na tym, że od początku
stali po stronie burżuazyjnej partii Alcali Zamory, zamiast po stronie
rewolucji. Szeregowi socjaliści, a szczególnie robotnicy-socjaliści
nie chcieli tego, nie zamierzali do tego dążyć, a partyjna góra potajemnie,
wszelkimi środkami, choćby za cenę samej rewolucji, dążyła do tego,
żeby razem z burżuazją objąć władzę nad krajem, a dopiero wtedy, gdy
socjaliści, stykając się z szerokimi masami pracującymi, nie wiedzieli
jak tłumaczyć tym masom postępowanie swojej partii, zaczęła obłudnie
nadymać się i cichutko straszyć przedstawicieli burżuazji, że niby
jest gotowa sama przejąć władzę, że niby jest przedstawicielem pracujących
i dlatego znajdzie sobie wielu zwolenników wśród nich. Ta dwulicowa
rola socjalistycznej góry siała zamęt wśród mas pracujących w czasie
trwającej rewolucji i zniechęcała je do walki o to, do czego dążyły
i z powodu czego przyjęły z entuzjazmem samo zwycięstwo partii Alcali
Zamory nad partią monarchistyczną i królem. Hiszpańscy pracujący czuli
instynktownie, że nadszedł czas na nowe i wolne formy życia społecznego,
a góra prawicy socjalistów na zewnątrz zachwycała się tym, a potajemnie,
niczym zdrajcy, działała przeciwko temu, o co toczyła się rewolucja
od samego początku. Na bolszewików-komunistów,
tych którzy byli, można powiedzieć, "bardziej na lewo od lewicy"
państwowych socjalistów, odpowiedzialność spada dlatego, że nie zrobili
nic na rzecz prawdziwego wyzwolenia pracujących, a zamiast tego próbowali
realizować własne brudne cele. Uważali rewolucję za środek, przy pomocy
którego mogą z jednej strony swobodnie oszukiwać proletariat i podporządkować
go sobie, żeby go wykorzystać do wprowadzenia dyktatury w kraju, a
z drugiej strony, gdy okazało się, że masy pracujące nie tak łatwo
poddają się wpływowi demagogicznych kłamstw, komuniści-bolszewicy
zajęli się przekupywaniem i nabieraniem pojedynczych elementów z szeregów
mas pracujących i spoza nich, żeby z ich pomocą urządzać na ulicach
miast lekkomyślne i bezcelowe, ale krwawe demonstracje, wzywając do
uczestniczenia w nich zupełnie bezbronne masy. Tego rodzaju demonstracje
nigdy im się nie udawały. Krew lała się strumieniami, co z góry przewidywali
ci, którzy je obmyślali, dlatego trzymali się z daleka... I wszystkie tylko
umocniły koalicję prawicowych socjalistów, partii Alcali Zamory i
burżuazji, skierowaną nie tylko przeciwko nieprzebierającym w środkach
dyktatorom z lewicy, ale przeciwko rewolucji w ogóle. "Komuniści"-bolszewicy
z rosyjskiej szkoły marksistowsko-leninowskiej to jezuici i zdrajcy
wszystkich tych, którzy toczą walkę o wyzwolenie pracy spod władzy
kapitału. W czasie Rewolucji Hiszpańskiej nie byli wystarczająco silni
- i wciąż nie są - żeby otwarcie dokonać zdrady, jednak uciekali się
do prowokacji i podłych kłamstw, nie tyle przeciwko burżuazji, co
przeciwko swoim ideowym przeciwnikom. Ta okoliczność także miała swój
wpływ na to, że ledwo tylko rewolucja w procesie swojego rozwoju osowobodziła
się od wpływu burżuazyjnych idei i przywództwa burżuazji, otrzymała
cios ze strony tych zdrajców "lewicy" uderzający w jej morale.
Wszystko w imię władzy i ucisku, a nie wolności. W imię dyktatury,
a nie wolnego społeczeństwa, w którym panuje solidarność, wolność
i równość między ludźmi, którzy zerwali z podłą przeszłością pełną
wyzysku i działają na rzecz teraźniejszości i przyszłości, co jest
podstawową zasadą walki o nowy świat i nowe społeczeństwo. Na anarcho-komunistów
i anarcho-syndykalistów spada szczególna odpowiedzialność, przede
wszystkim dlatego, że przegapili odpowiedni moment oraz, angażując
się w rewolucję po to, by odebrać inicjatywę liberalnej burżuazji
i by rewolucja nie była już dłużej podporządkowana jej klasowo-pasożytniczemu
punktowi widzenia, zupełnie zignorowali potrzeby chwili i znaczenie
tych środków, w które uzbrojona była burżuazja, czyhająca na rewolucję
i na nich, jako rewolucjonistów mających największe szanse pociągnięcia
mas pracujących za sobą i spowodowania zmiany kierunku rewolucji z
burżuazyjno-republikańskiego na robotniczy i społeczny. Jakie były przyczyny
tego, że anarchistom w Rewolucji Hiszpańskiej nie udało się określić
i zrealizować swojej praktycznej polityki w walce o przekształcenie
burżuazyjnej rewolucji republikańskiej w rewolucję społeczną? Powodem był przede
wszystkim brak programu, bez którego działaczom anarchistycznym przy
całym ich rewolucjonizmie nigdy nie udało się, ani w Hiszpanii, ani
w innych krajach, osiągnąć jedności w swoich działaniach, od której
wszędzie i zawsze w momentach rewolucyjnych zależy zarówno rozwój
ruchu, jak i jego wpływ na wydarzenia. Po drugie, nasi hiszpańscy
towarzysze, jak wielu towarzyszy w innych krajach, często trzymają
się tego rozumienia anarchizmu, według którego jest on wędrownym kościołem
wolności.... W wielu przypadkach nie pozwoliło im to w odpowiednim
momencie stworzyć struktur, które setkami nici wiązałyby się i przeplatały
z życiem codziennym i walką mas pracujących. I ta okoliczność nie
pozwoliła im wypełnić historycznej misji anarchistycznego rewolucjonizmu
w momencie rewolucji. Hiszpańscy anarcho-komuniści
i anarcho-syndykaliści, pomimo autorytetu ideowego, jakim cieszyli
się w kraju, nie zdołali w pełni przekonać szrokich mas, które dopiero
co zapoczątkowały rewolucję, ale wciąż jeszcze żywiły mieszczańskie
rozterki, do aktywnej walki o rozwój rewolucji i do jej obrony. Anarchistów,
którzy poczuli względną swobodę, uwiodła sama wolność słowa, tak jak
wielu mieszczan. Pisali i mówili o czym im się podobało, ogłaszali
deklaracje, szczególnie na różnych zgromadzeniach. Zajęci tymi działaniami
nie zauważyli, że ludzie, którzy zajęli miejsce władzy królewskiej
i zaczęli rządzić krajem, umacniają coraz bardziej swoją władzę i
próbują omotać tych, którzy się przebudzili i zaczęli dążyć do odnowy
kraju. Nie zajęli się problemem, jakimi środkami i w jaki sposób stawić
czoła tej sytuacji przy użyciu wszystkich sił swoich i rewolucyjnie
nastawionych pracujących. Niestety nic
nie zrobiono w tym kierunku, a trzeba było coś przedsięwziąć, tym
bardziej, że był to najlepszy moment i były też odpowiednie siły.
Hiszpańscy anarchiści mieli wówczas realne szanse, większe niż jakiekolwiek
inne ugrupowanie rewolucyjne, na wprowadzenie w życie swojej rewolucyjnej
polityki i strategii, będących kolejnym etapem rewolucji. Jednocześnie
Krajowa Konfederacja Pracy, której przewodzili anarchiści, bardzo
szybko zwiększała liczbę swoich członków i stanowiła trybunę dla niemal
całego świata pracy, budząc szczere i głębokie zaufanie mas pracujących
kraju i wyrażając ich odwieczne nadzieje - wyzwolenie spod władzy
kapitału, niezależność od społeczeństwa burżuazyjno-kapitalistycznego,
zastąpienie go społeczeństwem równych - społeczeństwem bez władzy! Żeby nasz ruch
odegrał swoją rolę w pełni, anarchiści powinni byli przeciąć intrygi
burżuazji, odsunąć ją od przywództwa w rozpoczętej rewolucji politycznej,
nie dopuścić do zakończenia rewolucji po jej, burżuazji, myśli oraz
przestawić rewolucję na tory rewolucji społecznej, której pojawienie
się po rewolucji politycznej prorokowało tylu naszych towarzyszy,
łącznie z takimi mienszewikami jak na przykład później towarzysz Pestana. Czy to znaczy,
że anarcho-komuniści i anarcho-syndykaliści w Rewolucji 1931 r. nie
robili nic, aby nasz ruch coś osiągnął, jak się niestety nie stało,
i aby odsunąć burżuazję od przywództwa w rewolucji oraz poprowadzić
masy pracujące do walki o nowy świat, o wolność i wolną pracę? Nie,
myślę, że było odwrotnie!!! Nasi hiszpańscy towarzysze robili wszystko,
żeby przekształcić rewolucję polityczną w rewolucję społeczną. Ponieśli
przy tym wielkie ofiary i ponoszą je nawet teraz, kiedy rewolucja
już została stłumiona. Jednak ofiary te poszły na marne, ponieważ
ponieśli je i ponoszą bez konkretnego celu. Powtarzam, że
wszystko przez to, że anarchizm nie miał mocnego programu, przez to,
że anarchistyczna działalność była i jest rozproszona, zamiast opierać
się na jednej taktyce, u podstaw której leży jedna ideologia, jeden
cel. Dlatego anarchistom hiszpańskim nie udało się tego osiągnąć i
to właśnie skłoniło słabszych duchem do ogłoszenia, w imię "głębokiego
poczucia odpowiedzialności", słynnego, ale niewłaściwego z taktycznego
punktu widzenia w tym momencie rewolucji, "Manifestu Trzydziestu".
Najodważniejsi, najbardziej energiczni ludzie, którzy potrafią nie
tylko mówić o swoich ideach, ale i zginąć za nie, są w lochach, na
statkach wywożących ich na odległe ziemie, na tychże ziemiach. Takie, w ogólnym
zarysie, są zgubne dla działalności rewolucyjnej pomyłki, błędy i
niedociągnięcia, jakie zostały popełnione przez hiszpańskie ugrupowania
lewicowe w tak decydującym momencie, jaki rzadko zdarza się w historii
oraz tak rozkłada się wśród tych lewicowych ugrupowań odpowiedzialność
za wynik rewolucji. Nie wiem, jakie
wnioski chcieliby wyciągnąć stąd państwowi socjaliści, z których jedni
w Rewolucji Hiszpańskiej nie mogli po prostu skończyć inaczej niż
jako lokaje burżuazji, a drudzy na robieniu lokajów z innych ludzi.
Jeśli jednak chodzi o rewolucyjnych anarchistów, to moim zdaniem mają
o czym myśleć, jeśli chcą w przyszłości (w Hiszpanii lub w innych
krajach) ustrzec siebie i swój ruch od popełnienia tych samych błędów
czy też znalezienia się w rewolucji na wysuniętych pozycjach bez takich
środków, które naprawdę nadawałyby się do obrony zdobyczy, które anarchiści
mogą osiągnąć w czasie rewolucji i które są wściekle atakowane przez
burżuazję i przez państwowych socjalistów. Oczywiście nie
znaczy to, że rewolucyjni anarchiści powinni uciekać się do takich
metod, jakich używają bolszewicy i działać w ścisłym kontakcie z bolszewickim
państwem - ZSRR. Rewolucyjni anarchiści nie mają czego szukać w bolszewizmie.
Mają swoją własną rewolucyjną filozofię i opartą na niej teorię, której
cele są dokładnie przeciwstawne celom bolszewizmu. Nie da się pogodzić
celów rewolucyjnego anarchizmu i panbolszewizmu, barbarzyńsko narzucanego
pracującym w ZSRR przy pomocy rubla i bagnetu, łamiącego wszystkie
ich prawa i zmieniającego ich w posłusznych niewolników, którzy nie
śmią myśleć samodzielnie, nie śmią myśleć o szczęściu swoim lub innych,
o swojej teraźniejszości i przyszłości. Ani pojedyncze
jednostki ani pojedyncze grupy anarchistyczne, bez względu na to,
jak byłyby oddane ruchowi, nie zrealizują tych celów. Dowodzą tego
wszystkie dokonane jak dotąd próby. Jest oczywiste, dlaczego. Pojedyncza
jednostka lub grupa nie zjednoczy i nie może zjednoczyć naszego ruchu
w żadnym kraju, nie mówiąc już o międzynarodowym zjednoczeniu. To
ogromne i odpowiedzialne zadanie może zostać zrealizowane przez anarchistów
tylko zbiorowo. Mówiłem o tym siedem lat temu w Berlinie Rudolfowi
Rockerowi i Aleksandrowi Berkmanowi, mówię o tym z jeszcze większym
naciskiem dzisiaj, kiedy po całej serii bezowocnych prób wielu anarchistów
przyznało, że nie ma innego sposobu stworzenia konkretnego programu
i wypracowania odpowiednich środków odpowiadających aktualnej sytuacji
i sile naszych wrogów, jak tylko poprzez zwołanie konferencji międzynarodowej,
w której uczestniczyliby aktywni teoretycy anarchizmu oraz aktywni
działacze z naszego ruchu i opracowanie na niej tez dotyczących najważniejszych
problemów, które byłyby tematem dla międzynarodowego zjazdu anarchistycznego.
Na zjeździe rozwinie się i uzupełni te tezy. Złożą się one na kompletny
program, będący punktem odniesienia dla naszego ruchu we wszystkich
krajach. Zaoszczędzi to naszemu ruchowi pojawiania się obrzydliwych
narośli i da mu tak potrzebną szansę działania w awangardzie współczesnych
rewolucji. Nie jest to łatwe przedsięwzięcie, jednak wola jego realizacji i solidarność między tymi, którzy mogą i chcą je zrealizować, może bardzo je ułatwić. Niech w końcu się rozpocznie. Nasz ruch może
na nim tylko skorzystać. Niech żyje braterska i wspólna działalność anarchistów w walce o wielką sprawę - sprawę naszego ruchu i Rewolucji Społecznej! Nestor Machno, 1931 r. |
||
|
| ||
|
[strona
główna]
[biografia] [pisma]
[opracowania] [ikonografia]
[bibliografia] [odnośniki]
[redakcja] |
||